Gdańska drukarnia WL zdecydowała się na zaimplementowanie rozwiązania MIS, by zwiększyć kontrolę nad zachodzącymi w niej procesami, a także zoptymalizować je w kontekście wszystkich etapów realizacji zleceń. O wdrożeniu, jego skutkach, a także efektach rozmawiamy z Leszkiem Wojtczukiem – właścicielem drukarni oraz Marzeną Górecką i Michałem Wojtczukiem, którzy byli bezpośrednio zaangażowani w wybór i proces implementacyjny zastosowanych w drukarni WL rozwiązań Prinect Heidelberg.

- reklama -

Co było powodem wejścia w biznes poligraficzny?

Leszek Wojtczuk: Pierwsze wydruki, już prawie dwadzieścia lat temu, realizowaliśmy na własne potrzeby powiązane ze wsparciem naszych handlowych biznesów. W pewnym momencie trzeba było jednak uciekać z handlu i szukać innego źródła utrzymania – wybór padł na poligrafię i mam nadzieję, że nie skonfrontuje się już z następną koniecznością zmiany branży.

W realizacji jakiego typu prac się Państwo specjalizują?

Michał Wojtczuk: Jesteśmy drukarnią, która oferuje usługi druku reklamowego, reklamy wysokoprzetworzone, a także produkcję opakowań.

Akcydensy, reklama plus opakowania, to niezły miszmasz.

Leszek Wojtczuk: Zgadza się. Mówiąc kolokwialnie poszliśmy szeroko podejmując kilka lat temu decyzje inwestycyjne, ale mamy tego świadomość. Na tę chwilę skłaniamy się ku zwiększeniu udziału obszaru opakowań, które nigdy nam nie były obce. Naszą priorytetową branżą jest obecnie farmacja, w której działamy już naście lat, jednak cały czas powiększamy nasze kompetencje o nowe jej segmenty.

Pozostałe obszary jednak nie będą marginalizowane?

Leszek Wojtczuk: Pomysł jest szerszy, więc trudno mówić tu o marginalizacji. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów, jednak mogę powiedzieć, że jedną z naszych osi będzie także w przyszłości produkcja wysokoprzetworzonej reklamy. Stopniowo powiększali będziemy także wszystkie obszary towarzyszące niejako drukowi, stanowiące jego wartość dodaną w kontekście usług komplementarnych.


>>> Czytaj także: Dołącz do Katalogu Branży Poligraficznej


Co z obszarem Web-to-Print? Nie myśleli Państwo, by wejść także i w ten segment?

Leszek Wojtczuk: To zupełnie inny temat.

Michał Wojtczuk: Zdajemy sobie sprawę, że Web-to-Print nie posiada właściwie alternatywy, dlatego powoli zaczynamy się wgryzać także i w ten obszar. Interesuje nas web shop dedykowany naszym stałym klientom, po to, by jeszcze bardziej zoptymalizować proces pozyskania i realizacji ich zleceń.

Leszek Wojtczuk: Do tej pory Internet odpowiedzialny jest jednak za pozyskanie minimalnego odsetka naszych klientów i prac. Do kwestii Web-to-Print podchodzę z dużą rezerwą, ponieważ uważam, że zjawisko to jest bardzo podobne do druku cyfrowego. Ten miał błyskawicznie zawojować rynek, minęło dwadzieścia lat, a on dalej radzi sobie średnio. Zdaje sobie sprawę jednocześnie z tego, że szeroko pojęta cyfryzacja jest nie do uniknięcia, jednak nastąpi ona znacznie wolniej, niż początkowo sądzono. U nas np. granicą jest nakład 100, poniżej którego drukujemy cyfrowo. Każdy nakład powyżej tego progu realizowany jest w offsecie i jest to poziom uznawany w całej firmie, który nie wymaga zresztą wielu dywagacji, ponieważ zlecenia automatycznie przekazywane są na daną maszynę.

Michał Wojtczuk: Mimo wszystko cyfra przejęła część niższych nakładów, jak to ma miejsce w przypadku książek i wydawnictw czy partii próbnych. Cyfra doskonale odnajduje się w niszach, natomiast w przypadku większych nakładów, prym nieprzerwanie wiedzie offset.

- reklama -


A N K I E T A

Zapraszamy do udziału w ankietach przygotowanych przez nasza redakcję. Ich omówienie w części będziemy prezentowali na łamach czasopisma, a raz w roku w wydaniu styczniowym przedstawimy podsumowanie.