Dekadę temu poligrafia była tuż po dużym „schłodzeniu”. Nie nazywaliśmy wtedy sytuacji „kryzysem”, bo do końca takim nie był. Ci, którzy się przygotowali na takie czasy, mogli trochę wolniej, ale mimo wszystko funkcjonować. Przypominamy Wam fragment materiału, jaki ukazał się na naszych łamach w 2009 r. Jego bohaterem jest Andrzej Zecer i oczywiście drukarnia A-Z Color…

- reklama -

Panie Andrzeju, na początek rys historyczny. Kiedy i w jakich okolicznościach powstała firma A-Z Color?

A-Z Color powstała w marcu 1992 r. Początki nie były łatwe. Pierwszą maszynę – jednokolorową fleksograficzną KDO – kupiłem w Inter Commerce na kredyt dzięki wsparciu całej rodziny. Nie miałem wtedy pojęcia o fleksografii! Z pomocą żony Elżbiety, która zajęła się zaopatrzeniem, jakoś pociągnęliśmy ten biznes. To ona była od początku motorem napędowym firmy.

O charakterze żony najlepiej świadczy jeden incydent: gdy w Inter Commerce, w którym zaopatrywaliśmy się w materiały poligraficzne, zabrakło żółtej farby, pojechała do nieznanej nam wtedy drukarni WDH i namówiła Mirosława Szczęsnego, by podzielił się z nami swoim zapasem. Naszym pierwszym klientem były Zakłady Mięsne Ostrołęka; drukowaliśmy dla nich po pół miliona etykiet miesięcznie na pakowane wędliny plasterkowe.

Andrzej Zecer

Z czasem biznes się rozruszał. Przeniosłem zakład do większego lokalu po wygraniu przetargu na wynajem pomieszczeń po małej poligrafii Wojewódzkiego Ośrodka Kultury. Rok po roku notowaliśmy 100-proc. przyrosty obrotów, pojawiali się nowi klienci. Przełomem był kontakt z warszawskim przedstawicielstwem firmy Medesa, producenta wag sklepowych z drukarkami termicznymi z Hiszpanii; zostałem tam głównym dostawcą materiałów eksploatacyjnych.

Zaczął Pan inwestować w park maszynowy. W drukarni pojawiły się maszyny marki Nilpeter.

Jak długo da się drukować na jednokolorowej maszynie? Firma zaczęła tracić zamówienia, bo miała zbyt słabe możliwości technologiczne. Wtedy odwiedził nas człowiek z Nilpetera i namówił na zakup. Zawsze uważałem produkty tej firmy za wzór w druku etykiet z wąskiej wstęgi. Jednak przez rok użytkowania maszyny na gwarancji mieliśmy problemy: urządzenie drukowało jak chciało – raz doskonale, kiedy indziej fatalnie.

Z czasopisma

Dopiero przetarcie jednego z wałków papierem ściernym naprawiło problem i maszyna pracuje po dziś dzień bez poważnych usterek. Jeszcze teraz mam chętnych na jej odkupienie. Firma zyskiwała nowe zlecenia, więc zwiększyłem liczbę zatrudnionych i kolejny raz zmieniłem siedzibę na większą (przeszło 1000 m2).

Wstawiłem tam dwa Nilpetery i pomyślałem: minie trochę czasu, zanim zapełnię tę przestrzeń. Okazało się jednak, że bardzo szybko zaczęło brakować miejsca, bo do grona klientów dołączyły firmy Reckitt Benckiser i Avon, więc zaczęliśmy pracować na 4 zmiany i znowu zatrudniliśmy nowych ludzi. Do obecnej lokalizacji przenieśliśmy się po kontroli Inspektorów Ochrony Środowiska, która wykazała, że nie mam pozwolenia na działalność poligraficzną w budynku, który zajmowałem.

Wtedy podjęliśmy z żoną decyzję o kupnie dużej działki, wybudowaniu nowoczesnego zakładu z możliwością dalszej rozbudowy. W tej chwili jesteśmy właścicielami budynków o powierzchni około 3850 m2 (w których mieści się w pełni klimatyzowana powierzchnia biurowa, produkcyjna oraz magazyn). Myślimy przyszłościowo, bo w biznes zaangażowały się już moje dorosłe córki (na stanowiskach szefa produkcji oraz zastępcy kierownika marketingu, a za chwilę głównej księgowej) oraz zięciowie (jeden pracuje w A-Z Color jako główny technolog, drugi – prawnik z wykształcenia – także wspomaga nasz rozwój).

Jak zniósł Pan otwarcie granic po wstąpieniu do Unii Europejskiej? Był czas, gdy drukarze byli na wagę złota, bo wielu z nich wyjechało na Zachód.

Przeżyliśmy wtedy wielki stres, wiele osób odeszło z dnia na dzień. Ledwie kilku znalazło pracę w swoim zawodzie, spora część szybko wróciła do Polski. Z tymi, którzy rozstali się z nami z klasą i pozostali na Zachodzie, nadal utrzymuję kontakt; chętnie odwiedzają nas przy okazji wizyt w kraju. Wyniosłem naukę z tamtej lekcji: dobrze wyszkolona kadra poligraficzna jest na wagę złota.

Andrzej Zecer

Dlatego byłem inicjatorem założenia przed dwoma laty na terenie miasta Technikum Poligraficznego, w którym uczą obie moje córki. Bacznie obserwują wyróżniających się uczniów i mam nadzieję, że dzięki temu już za parę lat w Ostrołęce nie będzie trudno o dobrego fachowca. Najlepsi absolwenci znajdą oczywiście zatrudnienie w moim zakładzie…

Świat Poligrafii 09/2009

Zapraszamy do prenumeraty czasopisma. W przyszłym roku mamy 20 lat!

- reklama -


A N K I E T A

Zapraszamy do udziału w ankietach przygotowanych przez nasza redakcję. Ich omówienie w części będziemy prezentowali na łamach czasopisma, a raz w roku w wydaniu styczniowym przedstawimy podsumowanie.