Mirosław Wieczorek. Piękny jubileusz. 55 lat z poligrafią

Mirosław Wieczorek
- reklama -

Przez całe swoje życie jest związany z poligrafią. Właściwie w tym odniesieniu z poligrafią przez duże „P”. Z okazji wspaniałego jubileuszu 55-lecia pracy zawodowej, który notabene właśnie minął, poprosiliśmy by jubilat Mirosław Wieczorek przedstawił siebie.

- reklama -

Wyjątkowa osoba i wydaje się, że kolejne, już czwarte pokolenie poligrafów w tej rodzinie zaczyna swoją przygodę życia. Życzymy Państwu wspaniałej lektury.

Nazywam się Mirosław Wieczorek. Urodziłem się w Olsztynie w roku 1946. Szkoła Podstawowa – 1953 – 1960 r. W 1960 r. wyjeżdżam do uroczej miejscowości Nowa Ruda między Kłodzkiem a Wałbrzychem , gdzie znajduje się Zasadnicza Szkoła Poligraficzna. Szkołę tą kończę w roku 1963. W tym samym roku przyjeżdżam do Warszawy i od 01.08.1963 zaczynam pracować w Stołecznych Zakładach Graficzny  w  Zakładzie nr 2 przy ulicy Podchorążych 39 jako zecer – składacz ręczny – tabelarz.

Jednocześnie rozpoczynam naukę w Wieczorowym Technikum Poligraficznym przy ulicy Wiślanej a następnie przy ul. Konwiktorskiej. Wieczorowe Technikum Poligraficzne ukończyłem w roku 1966. Po zdanych egzaminach na Politechnice Warszawskiej w roku 1967 wyjeżdżam na studia do Lipska (Leipzig – NRD) do Inżynierskiej Szkoły Poligraficznej. Studia te ukończyłem w roku 1971.

Na studiach dopiero zobaczyłem jak daleki jest poziom jakości drukowania w Polsce i w Niemczech. W okresie przerw letnich wraz kolegami pracowaliśmy w „Reiseburo” jako tłumacze i przewodnicy po NRD. Zaczynając od Lipska przez Drezno , Karl-Marksstadt (Budowa maszyn poligraficznych), Buchenwald, Poczdam Berlin itd.

Najbardziej podobała mi się ustawa wydana przez ówczesne władze,  która nakazywała, ażeby wszystkie najnowsze maszyny i urządzenia poligraficzne  z Targów Lipskich trafiały do naszej uczelni.  W taki to sposób absolwenci Poligrafii z Lipska znali na bieżąco najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie. Niektórzy musieli czekać na te maszyny i urządzenia kilka lat. Polska Poligrafia była zaniedbana…

Od roku 1972 uczelnia nasza zostaje dołączona do TH – Leipzig (Technische Hochschule – Leipzig). W ten sposób ja i moi koledzy m.in. inż. Leszek Wostowski, inż. Zbyszek Furtas, inż. Bogdan Krzęczko, inż. Marek Franckowiak i inż. Andrzej Orczyński jako ostatni rocznik ukończyliśmy studia z tytułem inżyniera. Następne roczniki kończyły już studia z tytułem mgr inż.

Mając tą okazję, chciałbym wspomnieć tutaj o prekursorach, którzy przetarli szlak na studia poligraficzne w Lipsku: inż. Antoni Szczepański i inż. Leszek Szeliga – absolwenci z 1962 r.

Po studiach zostałem skierowany do pracy w Olsztyńskich Zakładach Graficznych w Olsztynie (700 zatrudnionych) najpierw jako technolog, następnie starszy technolog i dyspozytor. Jednocześnie jestem współredaktorem i fotoreporterem gazetki zakładowej „Czcionką i słowem”. W roku 1973, po wygranym konkursie na stanowisko „Głównego Technologa” przenosimy się wraz z rodziną do Koszalina do „Prasowych Zakładów Graficznych” (300 zatrudnionych). Otrzymujemy mieszkanie służbowe 2-pokojowe nad dwoma maszynami typograficznymi rotacyjnymi. Po trzech latach 3-pokojowe M4 w bloku.

Tutaj zakładam gazetkę zakładową „Echo drukarni”, której zostaję redaktorem naczelnym. Dla przypomnienia drukarnia była typową drukarnią akcydensową inaczej mówiąc „druk czarno-biały”. Dzięki dotacją jakie zostały przyznane drukarni przez Zarząd Główny „RSW-Prasa-Książka–Ruch” i ówczesnemu Dyrektorowi ds. Poligrafii mgr inż. Jackowi Goreckiemu mogliśmy zacząć modernizację i przekształcanie drukarni akcydensowej w drukarnię dziełową. W międzyczasie awansowałem na Szefa Produkcji.

W tym czasie dominowała jeszcze technika typograficzna. Nastąpiła wymiana starego parku maszynowego na nowoczesne maszyny typograficzne półformatowe „Wiktoria 840” i pełnoformatowe „Wiktoria 1040”. W tym miejscu  chciałbym wspomnieć jednego z najlepszych maszynistów typograficznych w Polsce Jasia Gierszewskiego i jedyną kobietę, którą spotkałem w swoim życiu maszynistkę typograficzną Stasię Bralewską.

Do introligatorni została zakupiona linia zbierająco-zszywająca  do opraw zeszytowych i linia do oprawy miękkiej ze zbieraczką z 24-stacjami wraz z oklejarką do zawieszania bloków książkowych w okładkę. Oprócz tego dwie krajarki „Perfekty” i falcerki.

W roku 1975 ukończyłem Zaoczne Studia Podyplomowe na Politechnice Szczecińskiej Instytutu Ekonomiki Przemysłu. W roku 1976 awansowałem na Zastępcę Dyrektora ds. Produkcji.

W związku z tym, że technika offsetowa zaczęła coraz bardziej wypierać technikę typograficzną, należało coś z tym zrobić.

Przyjaźnie na lata

Zaproponowałem koledze ze studiów inż. Leszkowi Wostowskiemu wybitnemu specjaliście ds. związanych z przygotowaniem form drukowych w technice offsetowej i druku barwnym i jego żonie mgr inż.  Basi Wostowskiej pracę. Kolega inż. Leszek Wostowski został Szefem „Przygotowalni offsetowej” a jego żonie absolwentce Politechniki Warszawskiej Wydziału Poligrafii powierzyłem prowadzenie „Laboratorium zakładowego”, w którym były przygotowywane środki nawilżające dla maszyn offsetowych o odpowiednim stopniu kwasowości pH, emulsje światłoczułe,  wody destylowanej itp.

W tym okresie wysyłamy odpowiednich pracowników na przeszkolenia w retuszu barwnym  do najlepszego w Polsce „Zakładu offsetowego” przy ul. Ludnej w Warszawie. Największe zasługi w dziedzinie  rozwoju druku barwnego wniósł nie- wątpliwie  inż. Bester (wybitny specjalista znany w Polsce i Europie ds. „Kolorymetrii”).

Efekty nie dają na siebie długo czekać. Szkolenia plus rozbarwienia z „Ludnej” rozchodzą się po klientach wymagających produktów o wysokiej jakości w druku barwnym.  Pozyskujemy rzetelnego i wypłacalnego klienta w postaci „Pewexu” dla którego drukujemy foldery, prospekty i reklamówki na najwyższym poziomie.  Szefową marketingu jest żoną naszego kolegi inż. Andrzeja Orczyńskiego Pani mgr Ala Orczyńska również absolwentka Lipska. Drukowanie barwne rozwija się całą parą.

W roku 1979 odchodzę z „Prasowych Zakładów Graficznych” w Koszalinie i zakładam prywatny „Zakład Poligraficzno-Wydawniczy – MIREX”. Specjalizujemy się w produkcji foliogramów barwnych. Foliogramy jako takie były znane od dawna ale barwne nie. Produkcja wyglądała tak, że przez naświetlanie na błonie graficznej przenosiło się schematy maszyn i urządzeń w formie czarno białej. Dzięki sprowadzaniu specjalnych kolorowych tuszów z zagranicy można było poszczególne elementy kolorować. Ręczne nanoszenie kolorów na podświetlanych stołach (w zależności od ilości elementów i kolorów) wynosił ok. 10 do 15 minut na jeden foliogram.

Mieliśmy dwóch podstawowych zleceniodawców Zakład Doskonalenia Zawodowego w Słupsku i Centrum Szkolenia w Rolnictwie w Brwinowie k.Warszawy reprezentowanego przez Pana dr inż. Sokołowskiego. Dlatego, że ceny błon graficznych poszły wysoko w górę musieliśmy znaleźć inne wyjście.

Zmieniliśmy technikę fotograficzną na sitodruk. Obraz był przenoszony na folię poliestrową produkowaną w Krupskim Młynie. Zagraniczne farby transparentowe. Kilkanaście elementów kolorowych było naniesione w kilka sekund. Ile kolorów tyle razy przez sito. Chcąc pozbyć się pracy ręcznej zdecydowaliśmy się na zakup dwóch nowych powielaczy offsetowych typu Romayor Adast 314. Wzięliśmy kredyt  dość poważny.

W międzyczasie wybudowaliśmy zakład o powierzchni 200 m2. I to był błąd. Bank podpisał z nami umowę na określoną stopę procentową. Prof. Balcerowicz przeprowadzał swoje reformy. Unieważnił podpisane umowy i z miesiąca na miesiąc stopa procentowa rosła. Kiedy nie byliśmy w stanie spłacać rat to Bank zamiast w jakiś sposób pomóc przerzucił nas na odsetki karne. Po paru miesiącach Bank zajął zakład, maszyny i działkę. W ten sposób straciliśmy dorobek całego życia. Zresztą nie ja jeden. Żadna pociecha. Byliśmy pionierami bankructwa. Dzisiaj na bankructwie można jeszcze zarobić.

Dzięki przyjacielowi Jerzemu Radzimskiemu wraz z rodziną w maju 1993 r. trafiamy do Pruszkowa do drukarni offsetowej ”AZET”, której właścicielem jest Jerzy Wyszyński. Drukarnia przynosi straty. W pół roku wyprowadzam drukarnię na wolne wody.

Heidelberg

01.04.1997 r. zostaję przyjęty na stały etat do firmy Heidelberg Polska, jako tłumacz przez prezesa mgr inż. Krzysztofa Pindrala. Notabene młodszego  kolegę o ileś roczników absolwenta Poligrafii z Lipska. W Tym okresie poznałem jego sposób zarządzania i kierowania Firmą.

Nie jest to moja odosobniona opinia, że jest najzdolniejszym managerem w Polsce, który od pomad 20 lat utrzymuje ją na Topie pośród podobnych firm w tej branży. Dzięki organizowanym przez niego kurso-konferencjach w siedzibie firmy nt. najnowocześniejszych osiągnięć  zarówno w technologii jak i najnowocześniejszych maszynach i urządzeniach peryferyjnych w poligrafii, poziom wiedzy dużej rzeszy poligrafów został podniesiony. Dziękuję mu, że miałem sposobność pracować pod jego kierownictwem.  W firmie  pracuję do 30.06.2009 r.

Pomimo przejścia na emeryturę i zmian formalno-prawnych utrzymuję stały, ciągły i czynny kontakt z firmą Heidelberg Polska, jako specjalista d/s. składu i formatowania komputerowego oraz tłumaczeń.

Pokolenia…

Jesteśmy rodziną 3-pokoleniową Ojciec Władysław jeszcze przed wojną uczył się zawodu maszynisty typograficznego, Matka Janina była operatorką powielacza offsetowego, starszy brat Bogusław absolwent Nowej Rudy (1955 r.), najpierw maszynista typograficzny następnie przekwalifikowany na maszynistę offsetowego, żona Joanna specjalistka od składu i  formatowania komputerowego, starszy syn mgr inż.

Robert Wieczorek – absolwent Politechniki Warszawskiej – Wydział Poligrafii – Produkt Manager w Heidelberg Polska,  jego żona Małgorzata Wieczorek absolwentka Technikum Poligraficznego w Nowej Rudzie aktualnie metrampaż w Wydawnictwie, młodszy syn Mariusz – maszynista offsetowy – specjalność maszyny Typoszeregu Speedmaster wielokolorowe – absolwent Studium Poligraficznego w Warszawie przy ul. Stawki 2. Wnuczka Jula jest studentką II roku studiów nie związanych z Poligrafią. Jeszcze mam wnusia  Antosia, który ma w chwili obecnej 8 lat i jest szansą na 4-pokolenie drukarzy. Musimy poczekać. Mirosław Wieczorek

- reklama -


A N K I E T A

Zapraszamy do udziału w ankietach przygotowanych przez nasza redakcję. Ich omówienie w części będziemy prezentowali na łamach czasopisma, a raz w roku w wydaniu styczniowym przedstawimy podsumowanie.