- reklama -

Bydgoskie przedsiębiorstwo Multikop to dwadzieścia lat doświadczenia, rozwoju kompetencji oraz umiejętności adaptowania się do zmiennych warunków rynkowych. O przeszłości, dzisiejszych realiach funkcjonowania oraz planach na przyszłość rozmawiamy z dyrektorem zarządu oraz dyrektorem  do spraw handlowych Multikop – Mirosławem Butt-Hussaim i Jerzym Misztalem.

Ostatni raz widzieliśmy się podczas targów drupa 2012, gdzie podpisaliście kontrakt na maszynę Ricoh. Udany zakup?

- reklama -

Mirosław Butt-Hussaim: Wyboru rozwiązania Ricoh Pro C651EX dokonaliśmy przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Poza samymi cechami i funkcjonalnością urządzenia, wartością dodaną jest w jego przypadku także serwis, jego warunki i doskonałe zaplecze techniczne. Od 10 lat współpracujemy z firmą Ricoh i traktujemy ją jako zaufanego partnera biznesowego, który oferuje nam doskonały produkt. Posiadając dwudziestoletnie doświadczenie w branży jesteśmy pod ogromnym wrażeniem możliwości urządzenia szczególnie, że od jego zeszłorocznej premiery traktujemy je jako autentycznego konkurenta offsetu.

Jerzy Misztal: Decyzja o zakupie sprzętu dojrzewała w nas tak naprawdę pięć lat. Uważamy jednak, że odpowiedni moment na zakup nadszedł dopiero teraz, ponieważ to, co było słabością sprzętu cyfrowego, czyli niższa jakość w porównaniu z offsetem, stało się ledwie zauważalne.

MB-H: Klienci mówią nawet, że produkcja jest ładniejsza od offsetu. Zresztą byłem dzisiaj na prezentacji naszych możliwości i muszę przyznać, że jakościowo nasza oferta jest od razu przez klienta do zaakceptowania. Cena to tylko kwestia negocjacji, które mam nadzieję, zakończą się sukcesem.

Mirosław Butt-Hussaim

JM: Kolejnym elementem mającym wpływ na naszą decyzję, była odwieczna przewaga rozwiązań cyfrowych, czyli personalizacja i możliwość druku niskich nakładów. Chociaż, to co najbardziej nas cieszy, każdy z naszych klientów zupełnie inaczej rozumie personalizację.

A propos niskich nakładów – odczuliście załamanie rynku?

MB-H: Nie nazwałbym tego załamaniem, ale szczerze trzeba powiedzieć, że pewne spadki są zauważalne.  Poza tym, w minionych latach pewne usługi, które wykonywaliśmy odeszły w zapomnienie. Warto zauważyć, że gro klientów zaopatrzyło się w swoje własne rozwiązania do druku cyfrowego, w związku z tym ich potrzeby ograniczyły się głównie do tego, co jest w zakresie druku kierowanego do drukarni.

JM: W ten sposób klienci nie tyle rezygnują z produkcji, ale zdarza się, że pewnych rzeczy wykonują po prostu mniej.

Jednak radzicie sobie na rynku?

JM: Tak, ponieważ wychodzimy z założenia, że pozyskiwanie klientów musi mieć charakter dynamiczny. Dotyczy to nie tylko samej branży poligraficznej, ale w każdej dziedzinie sprzedaży towarów i usług winien być to nie statyczny, a dynamiczny proces.

To prawda, jednak paradoksalnie wiele osób o tym mówi, a niekonieczne tak właśnie działa.

MB-H: My po części zostaliśmy do tego zmuszeni. W 1993 roku uruchomiliśmy usługi, a od roku 1995 także sprzedaż sprzętu i serwis. W przypadku sprzętu owszem pojawiają się u nas klienci z tzw. ulicy, jednak 80% sprzedaży to skutek podejmowanych, aktywnych działań pro sprzedażowych. My po prostu nie znamy innego modelu działania.